19 maja 2016

Jak zmieniam złe nawyki żywieniowe?

METODA, KTÓRA NAPRAWDĘ DZIAŁA
Jeszcze kilkanaście lat temu na moim stole królowały słodkie oranżady, chipsy, ziemniaczki polewane tłuszczem, a kanapka z czekoladowym kremem była na porządku dziennym. Takie menu było obecne w moim życiu przez wiele, wiele lat i doprowadziło do wypracowania bardzo złych nawyków żywieniowych. Gdzieś głęboko, wewnątrz mnie, miałam żal, z którym nie potrafiłam sobie poradzić (żal do rodziców, żal dosłownie do wszystkich, że proponują mi niezdrowe jedzenie ? że w sklepach jest samo zło no i przecież nie da rady kupić nic, co nie ma w sobie cukru i łańcuszka E w składzie...). Takie było moje myślenie i bardzo mi za to wstyd, bo pierwszą osobą, do której powinnam mieć żal, jestem ja sama. Skracając historię, w pewnym momencie uświadomiłam sobie, że jestem w stanie dokonać zmiany przyzwyczajeń. Zaczęłam walczyć (i nie jest to przypadkowe określenie) o zmianę nawyków żywieniowych i wypracowałam schemat, który pomaga mi małymi krokami dojść do upragnionych celów.



ZACZNIJMY OD POCZĄTKU

Pokolenie naszych rodziców musiało zmierzyć się z trudną rzeczywistością. Początkowo ich zadaniem było stanie w długiej kolejce, nawet kilkanaście godzin, aby zdobyć jakiekolwiek pożywienie. Komuna nie rozpieszczała, a dostęp do wszelakich dóbr był ograniczony. Moment przemian w Polsce, a więc wejście w zachodni, konsumpcyjny styl życia, możliwość dostania każdej rzeczy na wyciągnięcie ręki, spowodowały, że nasi rodzice chcieli odbić sobie "chude" lata i poznać smak różnorodności. Tak zaczęły kształtować się złe nawyki żywieniowe.

Mniej więcej do 18 roku życia tkwiłam w niekorzystnym schemacie żywienia, jaki został mi przekazany nie tylko w domu rodzinnym, ale również w szkole, w gronie rówieśników itd. Jednak im byłam starsza, tym więcej czasu poświęcałam na edukację w zakresie zdrowego żywienia, zaczęłam uprawiać sport i zaczęłam jeść bardziej świadomie. Początkowy bunt i złość dosłownie na wszystkich przerodziły się w zrozumienie - pokolenia naszych rodziców nikt nie pytał o zdanie w jakiej rzeczywistości chcą żyć. Jestem przekonana, że chcieli dla nas jak najlepiej. 

Pierwszym krokiem ku zmianie złych nawyków żywieniowych w moim przypadku był moment, w którym zrozumiałam cały schemat ich powstawania. Można to przełożyć na wiele obszarów naszego życia - od zrozumienia zaczyna się każde działanie.



ODPOWIEDZIALNOŚĆ ZA SWOJE ŻYCIE

Łatwo jest zrzucić winę na innych, narzekać i nic nie robić. Taka postawa nie wymaga wysiłku, pozwala na pozostanie w strefie komfortu i rozgrzesza złe wybory. Jeśli sami o siebie nie zadbamy, to nikt inny o nas nie zadba, jeśli sami nie zechcemy wdrożyć dobrych zmian, nikt ich w nas na siłę nie wtłoczy. 

W życiu liczy się dla mnie to, aby być zdrową i pełną energii, mieć piękną skórę, włosy i paznokcie, aby dożyć późnej starości, być sprawną fizycznie i umysłowo i przekazać taką wiedzę swoim dzieciom, aby również mogły doświadczyć szczęśliwego życia. To dla mnie najsilniejsze motywatory, dla których otrzepuję się z przeszłości i po prostu cisnę! :-)



MAŁE KROKI PROWADZĄ DO SUKCESU

O zmianę złych nawyków żywieniowych walczę mniej więcej od 18 roku życia. 8 lat zajęło mi do tej pory naprostowanie myślenia odnośnie odżywiania i w dalszym ciągu nie udało mi się osiągnąć celu

Cały czas potykam się, mam spadki motywacji, zajadam stres słodyczami (tak było np. gdy zaczęłam nową pracę), ale najważniejsze, że podnoszę się i ruszam dalej. I z każdą taką sytuacją jest coraz lepiej, a dobre nawyki goszczą w moim życiu coraz dłużej. 

Najlepiej sprawdza się u mnie metoda małych kroków. Drastyczna zmiana menu wyglądała u mnie tak: przez tydzień - dwa tygodnie trzymam "dietę", a później rzucam się na wszystko, co widzę. Na szczęście zrozumiałam, że bardziej trwałe efekty daje stopniowe odsuwanie pojedynczych produktów i zastępowanie ich zdrowymi zamiennikami. Tak było np. z białym cukrem - kiedyś słodziłam nim herbatę i kawę - 2,5 - 3 łyżeczki. Zaczęłam stopniowo słodzić mniej i doszłam do momentu, w którym słodka herbata nie smakowała, a kawa słodzona 1 łyżeczką była idealna (obecnie cukier zamieniłam na ksylitol). Tak samo było ze słodkimi napojami. Soki, które piłam, zaczęłam rozrzedzać z wodą, po czym przestałam odczuwać chęć na słodkie napoje.

Uważam, że im bardziej w czasie rozłożymy takie zmiany, tym trwalsze i bardziej spektakularne one będą. 




"ZJEDZ PĄCZKA"

Osoby, które proponują niezdrowe jedzenie nie będą za Ciebie przelewały potu na siłowni, ani nie zmierzą się z chorobami, które Cię dopadną. Dlatego warto stać przy swoim i nie ulegać niczyim sugestiom, bo "tylko jeden kawałek"... :-) Wiem, że demotywujące jest, gdy bliscy nie wpierają, tylko nakłaniają "do złego", ale ich zdanie można zmienić tylko silną i asertywną postawą, którą trzeba w sobie odnaleźć. 




Dzisiaj doceniam fakt, że przekazano mi złe schematy odżywiania, ponieważ satysfakcja z najmniejszych nawet, pozytywnych zmian w moim żywieniu jest ogromna. Jest to bardzo osobisty tekst i był mi potrzebny, aby w pewien sposób oczyścić myślenie. Jeśli ciągle walczycie ze złymi nawykami i upadacie, to naprawdę nie martwcie się - nie jesteście same. Po prostu wstańcie i działajcie dalej. :-) Bo liczy się to ile razy się podniesiesz, a nie to ile razy upadniesz (autor: ja :-)). Jestem ciekawa jak się odżywiacie, czy ćwiczycie regularnie, jakie nawyki żywieniowe (złe i dobre) goszczą w waszym życiu no i koniecznie napiszcie czy chciałybyście więcej tekstów o zdrowym życiu. :-)

Zapraszam do dyskusji:

  1. Ja od zawsze byłam chuda i mówili na mnie bociek od małych lat :-D odkąd skończyłam 18 lat zauważyłam że coś jest nie tak bo zaczyna się zmieniać moje ciało więc zaczęłam ćwiczyć i jeździć na rolkach :-) a co do jedzenia to chcę przytyć niż chudnąć jak wiele dziewczyn :-) życzę Tobie dużo wytrwałości w zdrowym żywieniu :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurcze, jak mi się nie podoba takie wytykanie palcem - przez to wiele kompleksów wnosimy do dorosłego życia... Mnie z kolei przezywali, że jestem niska... Jakby to było coś złego. ;-) To takie krzywdzące dla dziecka, które myśli, że jest jakieś dziwne - dlatego warto w takich momentach mieć kogoś mądrego u boku. :-)

      Usuń
  2. Popieram. Jeszcze bardziej z tego powodu, że użyłaś stwierdzenia - zmiana nawyków żywienia, a nie diety. To tylko demotywuje bo wielu kojarzy się z rygorem i zakazami a przecież nie o to nam chodzi :) Sama zmieniłam swoje podejście do życia, jedzenia i aktywności fizycznej. Jem to co lubię, co mi smakuje. Jeśli mam ochotę na słodkości - zjem ale wybiorę coś ciekawszego niż typowy snickers lub upiekę sama ciacho jabłkowe na bazie np. mąki gryczanej czy razowej. Nie słodzę herbat, właściwie pije tylko zioła bo je lubię. Nie używam soli, wolę świeże lub przyprawy bez dodatków. Mniej przetworzonych rzeczy, świadomy jadłospis, dużo wody, ruch i jestem szczęśliwa, czuję się lekko, a co za tym idzie dostaję mega kopa do działania. I oczywiście...otoczenie często nie rozumie wręcz pytają mnie "to co ty jesz?!". Do dziś mnie to zadziwia :) ale to nasz osobisty wybór...jeśli ktoś nie widzi dnia bez typowo polskiego obiadu i deseru, w dodatku prowadzi siedzący tryb życia to jakoś ciężko mi traktować na poważnie, jego słowa i reakcje na to jak żyję. Najważniejsze to dbać o siebie dla siebie... nikt o to nie zadba jak my sami :) dlatego Martuś popieram i dzięki za ten wpis. Metoda małych kroczków jak najbardziej! Jeśli coś zrobimy nagle i z dnia na dzień zmienimy wszystko to równie szybko możemy się tym znudzić. Czas...to najlepszy sprzymierzeniec i uśmiech. Brzmi sztampowo ale taka jest prawda.
    W ciągu 3 lat alkohol miałam w ustach może z 4 razy. Do czego to doszło że jeśli nie pije to jestem jakąś "atrakcją" w towarzystwie - że jak to?! Dlaczego?! :D a ja po prostu nienawidzę bólu głowy, nie potrzebuje alkoholu :) cóż niektórzy wielu rzeczy nie rozumieją ale to nie oni przeżyją nasze życie, prawda? :) a więc dalej pozostanę wariatem :D ktoś dołącza do klubu? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czas i uśmiech! To sprzymierzeńcy hi hi uroki pisania na telefonie :D

      A tak przy okazji Martuś mam pytanko. Przeglądałam twoje wpisy z fryzurami dla cienkowłosych. Zastanawiam się nad wystopniowaniem lekko grzywki nie wiem czy na zasadzie takich delikatnych schodków czy jak to wytłumaczyć...podoba mi się fryzura Nicole Richie, ma tak jakby delikatnie skróconą grzywkę. Nie chce bardzo obcinać przodu bo wiem że włosy te są podatne na kręciołki itp a z drugiej strony wszystkie włosy mam na równo są już długie i czasem wyglądam jak z The Kelly Family :D bije się z myślami i nie wiem jak wytłumaczyć fryzjerce z tą grzywką żeby później nie płakać :)

      Usuń
    2. Też mi się podoba taka fryzura i też nie bardzo wiem jak opisać ją słowami. Marta, pomożesz?

      Usuń
    3. Dieta to słowo, pod którym jest ukryty mega negatywny wydźwięk, fakt... Dlatego tak wiele osób nie podejmuje walki o poprawę swojego menu, ponieważ już samo to słowo negatywnie nastawia.

      Dziewczyny, ja też nie wiem jak mam ją lepiej opisać słowami. :D :-) Generalnie chodzi o to, aby przód był krótszy, delikatnie wystopniowany (a więc cięcie musi iść po skosie. :-)). Zrobiłabym najpierw delikatne cięcie i sprawdziła czy będzie Ci odpowiadało, bo przy cienkich włosach może denerwować - grzywka jest taka fruwająca, podkręca się i szybciej niszczy. Znam te myśli - nie wiadomo jak lepiej. :D :-)

      Usuń
  3. Świetny post! Świadomość i odpowiedzialność to podstawy dobrego, zdrowego życia. W moim wypadku jednak metoda małych kroczków się nie sprawdza, ja potrzebuję drastycznego odcięcia - inaczej naginam ustalone zasady i nic mi z tego nie wychodzi ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niektórzy potrzebują ostrego cięcia (dosłownie i w przenośni :D). :-)

      Usuń
  4. Warto jest wzbogacać dietę o te wartościowe składniki aby organizmu był w pełni witalny.Nie trzeba od razu popadać w obsesje i odstawiać wszystko co się da według panującej dzisiaj mody.Każdy organizm jest inny i inaczej reaguje.Nie należy doprowadzać go do katastrofalnego stanu żywiąc się samymi przetworzonymi produktami.Ale czasem trzeba pozwolić sobie na przyjemności;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Staram się odżywiać zdrowo (w myśl zasady: "jesteś tym, co jesz" :-)) i oczywiste, że nie zawsze mi się to udaje :-) moją największą słabością są słodycze, i to przez nie mam najczęściej wyrzuty sumienia ale niestety nie umiem z nich zrezygnować. Próbuję ograniczyć jedząc więcej owoców, nie słodząc herbaty i kawy. Pewnie jestem skazana na przegraną ale staram się :-) Dla mnie metoda małych kroczów jak najbardziej na tak :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A słyszałaś o ksylitolu lub stewi? :-) Robią również słodycze na ich bazie. Są mniej kaloryczne i nie mają cukru. Można kupić w eko sklepach. :-)

      Usuń
  6. A ja odżywiam się zdrowo odkąd zaczęłam samodzielnie myśleć - czyli jakoś od gumnazjum. Rodzice nigdy nie kładli na mnie nacisku typu "jedz warzywa, bo nie urośniesz" ;)). Sama do tego doszłam dzięki moim wspaniałym nauczycielkom biologii, które zaszczepiły we mnie nie tylko pasję do tego przedmiotu, ale też chcęć dbania o zdrowie w każdym aspekcie.
    Można powiedzieć, że rowieśnicy dawali mi dobry przykład, ponieważ w liceum byłam na profilu bilogiczno-medycznym, więc większość (jako przyszli lekarze, dietetycy, stomatolodzy) mieli bzika na punkcie zdrowego odzywiania :D

    OdpowiedzUsuń
  7. U mnie wiele się zmieniło. Punktem zapalnym była wizyta u dermatologa, która uświadomiła mi, że moje problemy z trądzikiem i wypadającymi włosami mogą mieć również podłoże w odżywianiu. Zaleciła ograniczyć węglowodany.
    Miałam kilka potknięć i upadków, i pewnie jeszcze sporo przede mną. Teraz jednak zaparłam się razem z moim J. Regularnie ćwiczymy, dbamy o zdrowe odżywianie i ewentualną suplementację. Wzajemnie się motywujemy, więc mam nadzieję, że wreszcie uda mi się osiągnąć to, co chcę :)
    Teraz najzwyczajniej w świecie zdrowe jedzenie o wiele lepiej mi smakuje :) Tłuste frytki, mięsa i pizze już tak nie ciągną. Ciągnie natomiast pizza z dużą ilością zieleniny i kolorowych warzyw :D Ale jakoś daję radę ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Mnie dziś złapał kryzys ;( choruję na niedoczynność tarczycy i jestem w trakcie odstawiania cukru. Dziś najadłam się słodyczy i od razu samopoczucie się popsuło. To takie trudne,ale od jutra działam dalej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymam kciuki za Ciebie :-( I bardzo doceniam to, że jestem zdrowa i jest mi łatwiej. Dziękuję :-(

      Usuń
  9. Ja kiedyś też jadłam mniej zdrowo, ale od kilku lat próbuję zmieniać swoje nawyki żywieniowe i jest dużo lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
  10. O nie! Teraz mam wyrzuty sumienia, że wsunęłam pół paczki biszkoptów. Poprawię jabłkiem, może trochę się zrekompensuje :D Fajnie napisany tekst. Taki prawdziwy! Nie żadna moda na bycie "fit". Faktycznie wyjdzie nam na korzyść nauczenie się mówienia "nie", aczkolwiek Babciom ciężko czasami to słowo zrozumieć :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No coś Ty! Biszkopty są takie pyszne. :-) Przecież czasami można... Nie popadajmy w jakieś skrajności! Szkoda, że moda na bycie fit, jest na razie tylko modą, bo powinnam być codziennością każdego człowieka. Ale już wolę takie mody, bo może coś dobrego się z z tego w przyszłości wykluje, niż np. modę na bluzki hiszpanki. :D Chociaż też są ładne. :D

      Usuń
  11. Ja jestem z tych osób, które chcą przytyć, już raz mi się to udało, ale niestety waga znowu spadła w dół (przez to, że przestałam się pilnować i liczyć kalorie). Staram się podjadać, ale zdrowo. Po chipsy sięgam bardzo rzadko, wolę jeść pestki z dyni. Gotowych dań czy zup w proszku też unikam, a na mieście stołuję się bardzo rzadko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdradzisz, w jaki sposób przytylas? Też bym chciała:)

      Usuń
    2. Pestki z dyni - świetne na włosy. :-)

      Usuń
  12. Ja zmieniam sposób żywienia od marca ;) Obiad to nie jest już mięsko + surówka + ziemniaczki + sos, tylko przykładowo grillowana ryba + lekka sałatka ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Bardzo osobisty wpis. Jakbym czytała o sobie. Chyba każda z nas ma wzloty i upadki. Ja 2 lata temu schudłam 9 kg do rozmiaru 38, teraz znów przybrałam. Ale staram się wrócić do moich dawnych dobrych nawyków, odstawiłam słodycze, więcej się ruszam i już są efekty. Polecam jazdę na rolkach.
    Pozdrawiam Ula

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widzisz, dobrze, że jest z kim pogadać i podzielić się przemyśleniami. :-) Czasami nie zdajemy sobie sprawy, że ktoś obok nas przeżywa podobne rzeczy, a jest wiele takich aspektów, które po prostu łączą ludzi. Ja się czuję od razu tak fajniej, raźniej, gdy dzielę z kimś swoje wzloty i upadki. Dziękuję, że jesteś. :-) Bardzo lubię jeździć na rolkach (umiem nawet na jednej nodze. :D)

      Usuń
    2. A ja się dopiero uczę, choć rolki mam od dwóch lat. Ale w tym roku postanowiłam się do tego przyłożyć 😊Za to mistrzem rolek jest mój mąż, umie jeździć po schodach, do tyłu, skakać po krawężnikach i inne triki. I tak sobie jeździmy, a nasze dzieciaki na rowerach. Fajna forma spędzania czasu wolnego.

      Usuń
  14. Byle do przodu:) Powodzenia w utrzymaniu dobrych nawyków jak najdłużej!

    OdpowiedzUsuń
  15. Ogromna dojrzałość bije z tego wpisu! 💞

    OdpowiedzUsuń
  16. Zdecydowanie w moim guście są tego typu posty, tak więc jak dla mnie możesz pisać takich więcej:) Kurczę, uwielbiam Twojego bloga, wchodzę też na kilka innych mniej lub bardziej znanych, ale tylko z Twojego bije taka... szczera radość z życia, takie ciepło, dobroć... nie ma tu wyladowywania złości, nie ma oceniania innych ludzi, jesteś taka kochana, prawdziwa Ty:) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ok, będę!!! :-) Jejku nawet nie wiesz jak wspaniale czuję się czytając taki komentarz. Po prostu chce się żyć, ale nie tak z dnia na dzień, tylko najpełniejszą pełnią życia. :-) :-*

      Usuń
  17. A u mnie było drastycznie: zmiana żywieniowa o 180 stopni w.. jeden dzień. Także wszystko jest możliwe. Oczywiście zachęcam do, jak piszesz, stopniowego przyzwyczajania organizmu, ale u mnie nagła zmiana była konieczna z powodu rozwijających się chorób żołądkowych i mega ilości alergii pokarmowych. W jeden dzień rzuciłam naprawdę niezdrowe, ciężkie jedzenie (spuścizna po dziadkach i rodzicach - zgadzam się w 100%) zaprawione tonami słodyczy i przetworzonej żywności na to zdrowe. Oprócz wprowadzenia kompletnie nowych składników do diety musiałam jeszcze uwzględnić eliminację alergenów i dodanie zdrowych zamienników już zdrowych produktów, na których część mam alergię... i przyznam, że na początku byłam po prostu przerażona. Nie chodziło już nawet o finanse (zdrowa żywność jest niestety kilka razy droższa od śmieciowej), ale o ogarnięcie tego wszystkiego i połączenie z uprawianiem sportu czyli kolejnymi modyfikacjami w diecie. Najgorsze było to, że przez pierwsze tygodnie nie czułam różnicy, żołądek nadal bolał mnie tak, że nie mogłam dosłownie wychodzić z domu, nadal utrzymywały się atrakcje żołądkowe 24 godziny na dobę. Na szczęście udało mi się wygrać bitwę - po pół roku po zmianie nawyków mogę powiedzieć, że czuję się o niebo lepiej - nie wyobrażacie sobie, jakie to wspaniałe uczucie móc wyjść z domu bez wymiotów, zawrotów głowy i bólów brzucha! W mojej diecie nie ma W OGÓLE miejsca na wiele produktów, a zamienniki są czasem bardzo egzotyczne, ale naprawdę było warto.
    Na szczęście miałam wsparcie męża przez ten cały czas, nie namawiał mnie do złego jedzenia i nie patrzył jak na kosmitę (pewnie dlatego, że też ma za sobą jedno drastyczne odcięcie: rzucił palenie po 20 latach w 1 dzień - to takie info dla tych, którzy myślą, że nie da rady :) ) Sam zaczął "nosić się" zdrowo i mu to na dobre wyszło, a jest starszy ode mnie, więc wiadomo im później z wiekiem tym gorzej zmienić nawyki, ale się udało.
    Zatem powtórzę za Tobą, żeby w żadnym wypadku się nie poddawać (a już parę innych bitew wygrałam: o skórę przy praktycznie nieuleczalnych przypadłościach, o włosy no i jedną bardzo istotną - pokonanie depresji w przeszłości).
    Pozdrawiam i dopisuję się do posta Pannymigotki - szczerość i radość wypływająca z Twoich postów jest zaraźliwa!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z całego serca podziwiam ludzi, którzy w jednym momencie potrafią rzucić stare przyzwyczajenia (czy to w kwestii diety czy innych dziedzin) i zacząć "żyć na nowo", trwale i dosadnie. U mnie taki sposób nie sprawdza się w kwestiach zmiany nawyków żywieniowych, ale w niektórych dziedzinach radykalizm jest u mnie skuteczny. :-) To bardzo ważne mieć wsparcie bliskiej osoby, a już szczególnie takiej, z którą żyjemy pod jednym dachem. Nic tylko cieszyć się i dziękować za takie dobre serduszko obok siebie. :-) Wiele bitew życiowych za Tobą - gratuluję. Doświadczenia negatywne mogą zrujnować, albo zbudować. Jeśli budują, to zazwyczaj w mega siłę. :-)

      Usuń
  18. Brakuje mi opisu na co zmieniłaś niezdrowe przekąski (czekolada, czipsy) i jak długo zmienia się "smak". Dla mnie niestety post niekompletny, ale mam nadzieję na kontynuację tematu.
    Sama już od kilku lat zrobiłam sobie zakaz kilku rzeczy np. czekolady w tabliczkach, ciastek z supermarketu, czipsów, pączków - mogłam tego jeść naprawdę sporo i często. Zakaz zdecydowanie pomógł - okazało się że mam silną wolę aby pozwolić mojej rodzinie jeść czipsy a samej ich nie tknąć. Teraz nie kupuję słodyczy z supermarketu, bo jak nie ma ich w domu to się ich nie zje ;) Mam chwile słabości ale zawsze sięgam po inne rzeczy z niezakazanej listy - kakao ciemne które dosładzam, daktyle, budyń domowy, domowe ciasta. Bardzo pomaga gotowanie w domu - byłam naprawdę fatalna w pieczeniu a teraz wychodzą mi pyszne ciasta. Wiem że w domu zrobię smaczne, często tańsze, a na pewno zdrowsze jedzenie i nie kupuję nic słodkiego w sklepie (no może lody ;p). Przyznaję, że na 'wyjścia' zamówię deser czy kawę z syropem i trudno mi to zmienić, jednak wyjść tych jest ok. 1 w miesiącu. Teraz mam problem z brzuszkiem pociążowym i bez ruchu się nie obędzie, tylko trudno mi znaleźć coś co lubię i moge uprawiać przy małym dziecku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie będziesz w stanie odstawić wszystkiego na raz, chyba, że jesteś bardzo zawziętą bestią (jak ja bym tak chciała!). Ja to robiłam stopniowo. Zamiast chipsów jadłam jakieś płatki typu granola (uwaga na składy, sporo z nich ma naprawdę dużo cukru!), czasem robiłam taką sama (na mojewypieki.com jest przepis). Potem przez wzgląd na ograniczanie cukru podmieniałam to czasami na same orzechy, ziarna bądź płatki. Dobrym zamiennikiem są też chrupki kukurydziane, oblaty, płatki kukurydziane czy wszelakiej maści produkty typu "chrupak" z małą ilością cukru i tłuszczu. Orzechy też są fajne, ale staram się nie przekraczać jednej garstki dziennie.
      Czekoladę wymieniaj stopniowo - próbuj gorzkiej, albo ograniczaj kostki. Część chcicy na czekoladę da się wyeliminować przez przyjmowanie tabletek z magnezem (ja brałam te z Olimpu dla pakerów, sprawdzają się bardzo dobrze!). Poza tym - rób sobie kakao raz na jakiś czas. Niekoniecznie musi być na wodzie - może być na mleku. Ja obecnie popijam pół na pół - woda + mleko 3.5% i do tego kakao. Gdy mam mleczko, nie chce mi się cukru.
      Zamiast innych słodyczy wybieram np. jabłko - surowych nie zawsze mi się chce, ale takie wrzucone na 5-8minut do mikrofali są doskonałą i szybką przekąską. Poza tym to błonnik, a tego w diecie często brakuje. Ostatnio też odkryłam popcorn z mikrofali - wystarczy go tylko dobrze zmoczyć i ustawić na kilka minut na dużej mocy. Wtedy jest bez tłuszczu, a masz satysfakcję z czegoś typu fast-food :)
      Zamiast cukru warto używać miodu. Miód nie jest tani, więc przez własne skąpstwo używam go mniej i przy okazji też korzystam. Skończyło się na tym, że białego cukru używam tylko jako element marynaty do mięsa, albo czasami jako dodatek do dressingu do sałatki.
      I szczerze? Chcica na słodycze zmniejszyła mi się wraz z piciem drożdży i przyjmowaniem suplementów diety (tran, CP, jakiś miks witaminowy z Olimpu, biotebal - na zmianę, jak mi się przypomni). Ostatnio za zamiennik słodkiego napoju robi mi suplement na kolana (rozpuszczalny proszek z kolagenem i glukozaminą) - jest od razu ze słodzikiem i o smaku brzoskwiniowym. Jak wypiję coś takiego rano, to ani mi kolana nie protestują pomimo treningów na orbitreku, ani nie chce mi się słodkiego - może to jest jakiś pomysł? Mam nadzieję jeszcze, że ten preparat przysłuży się też włosom :P
      Powodzenia!

      Usuń
    2. Myślę, że 99,99% postów na blogu jest niekompletnych, bo nie sposób jest wyczerpać temat w jednym, małym artykule :-) Wszystko się ze sobą łączy, zapętla, więc taki wpis to tylko baza wypadowa do dalszych rozważań. :-) Po drugie - komentarze są świetnym sposobem na kontynuację tematu, więc bardzo chętnie podyskutuję tutaj. :-) Super, że zwróciłaś uwagę na te kwestie - to tematy na kolejne posty na blogu. :-)

      A myślałaś np. o Zumbie?

      Usuń
    3. Potwierdzam, u mnie też ochota na słodycze praktycznie zniknęła odkąd piję drożdże. Piję już chyba 2 miesiące. Magnez też jest pomocny.

      Usuń
  19. Masz 26 lat? :O Czy źle zrozumiałam?

    OdpowiedzUsuń
  20. Hmm.. blog jest naprawdę obfity o informacje. Z Chęcią będę tutaj wracała:)
    Sama osobiście nie dbam o włosy, ale dlatego że tego nie potrzebuję. Nie stosuje prostownicy, suszarek i różnych rzeczy, które wpływają na nie źle. Uważam (jako fryzjerka), że moje włosy są dobrej kondycji. Aczkolwiek ciekawią mnie takie blogi więc proszę o więcej:)
    https://czaswobiektywie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :-) :-* O, a powiedz mi jako fryzjerka, jakie jest Twoje zdanie w kwestii noszenia długich i cienkich włosów. :-) Jetem ciekawa (pytam każdego fryzjera napotkanego i na razie nikt nie wypowiedział się przychylnie :-))

      Usuń
    2. Nie każdy fryzjer taki straszny jak go malują hehe :D
      Moja fryzjerka przy podcinaniu końcówek ma linijkę w oczach chyba :o i zawsze jej szkoda ścinać zbyt dużo, mówi że lepiej mniej i regularnie :)

      Ostatnio byłam w sobotę, scielam 4 cm bo tylko tyle włosy potrzebowały a fryzjerka jeszcze pochwalila że tak ładnie zgestnialy :D i w dużej mierze jest to zasługa diety (owsianka <3 -śniadanie mistrzów) pozdrawiam, D ^^

      Usuń
  21. Całe szczęście u mnie w domu nie było nadmiaru śmieciowego jedzenia typu czipsy, taka nutella, to może kilka razy, ale były klasyczne, takie "polskie" złe nawyki typu białe pieczywo, biały makaron, zupy zabielane śmietaną. Kiedy przyszedł moment, że trafiłam do endokrynologa jako bodajże 7-latka, mama musiała zmierzyć się ze zmianą menu, niestety głównie dla mnie (tzn. cała rodzina jadła biały chleb, a ja ciemny; brat dostawał czekoladę, ja gumę bez cukru), a przecież przydałoby się każdemu. Po latach pewne rzeczy zostały w kuchni rodziców zmienione (mięso raczej duszone lub ryby gotowane na parze zamiast smażenia w panierce, kasze zamiast ziemniaków, więcej osób spożywa wieloziarniste pieczywo), ale nadal zabielają zupy, a mężczyźni jedzą białe pieczywo ;)
    Najgorzej jest ze słodyczami :/ Kilka razy odzwyczajałam się na jakiś czas, a potem do wraca, normalnie jak uzależnienie :/
    Myślę, że nawyki najlepiej zmieniać właśnie tak powoli - wprowadzić pieczywo pełnoziarniste, razowe (a jak zjemy raz na jakiś czas kromkę świeżego pszennego chleba z masłem i miodem to nie będzie dramy ;) ), czasem zastąpić ziemniaki kaszą, zamiast niezdrowych przekąsek kupować bakalie, sztuczne napoje zastąpić sokami, itd.

    OdpowiedzUsuń
  22. Wiecie, ja potrafiłam wyrzucić całe śmieciowe jedzenie, słodycze, zdrowo się odżywiać, ale z jednej rzeczy po prostu nie umiem zrezygnować. To pyszna kawa z mlekiem. Bez niej rano nie funkcjonuję. W ciągu dnia też popijam, ale staram się pić nie wiecej niż 3 kubeczki dziennie. Żeby nie przesadzić stosuję jako zamiennik inkę z mlekiem. Też dobra :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Ja nie byłam nauczona picia soków owocowych, napojów gazowanych, w domu Coca coli nie było. Ale przyznam, że słodycze uwielbiam. Od dwóch miesięcy nie jem ich, eliminuję cukier z jedzenia. Cukier rafinowany zastąpiłam ksylitolem. Mąki pszenne ograniczyłam, częściej korzystam z mąki żytniej, nawet upiekłam chleb. Jem więcej kasz, warzyw, mięso też. Uważam, że restrykcyjne wykluczenie mięsa z diety jest złe. Są witaminy, które tylko znajdziemy w pokarmach mięsnych. Polecam wszystkim książkę Ukryte Terapie Jerzego Zięby oraz filmy, wywiady z nim na kanale niezależna telewizja, ogólnie na youtubie można wszystko znaleźć :) I zgadzam się z Twoim stwierdzeniem: że rozwiązania są proste, tylko my je komplikujemy. Pozdrawiam :D

    OdpowiedzUsuń
  24. A ja nie potrafię zrezygnować z mojej ukochanej ☕️ z mlekiem oczywiście. Mogę nie jeść pieczywa, słodyczy, ale ta poranna kawka to dla mnie niezwykła przyjemność :) Często sięgam też po inkę z mlekiem, też dobra ;)

    OdpowiedzUsuń
  25. Ja też zmieniam nawyki żywieniowe np. zamiast wszystkich soków słodzonych, wód smakowych pije zwykłą wode mineralną często wrzucam sobie do niej owoce i mam pyszną wodę. Nie słodzę herbaty chyba, że miodem ;) małymi kroczkami do przodu. Mam brata, który ćwiczy na siłowni dba o swoją sylwetkę i o to co je, brat rozpisał mi kilka ćwiczeń. I od razu lepiej się czuję, gdy odstawilam soki słodzone i biały cukier

    OdpowiedzUsuń
  26. Uwielbiam czytać Twojego bloga. Masz lekkie pióro, piszesz o interesujących (dla mnie) rzeczach, jestes przy tym naturalna i pozytywna. Czytanie Twoich wpisów jest dla mnie relaksem, No i motywujesz :) pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, to piękne i budujące co piszesz :-) :-*

      Usuń
  27. Martusiu ,mam pytanie troche nie na temat ale chcę poznać twoja opinie :) co sądzisz o takim myciu włosów - wiązanie je w luźny kucyk i mycie tylko włosów przy skalpie gdzie reszta wlosów pozostaje sucha?:) czy jest to według Ciebie dobra metoda?:)

    OdpowiedzUsuń
  28. Jeszcze kilka lat temu zdrowe żywienie i ruch nie miały dla mnie dużego znaczenia. W gimnazjum bardzo często nie jadłam śniadań, a mój pierwszy posiłek to było jabłko o godzinie 14. Nie wiedziałam jaką krzywdę sobie robię i trochę wtedy przytyłam. Dopiero w liceum, kiedy poszłam do klasy biologiczno-chemicznej wzięłam się za siebie. Zaczęłam regularnie chodzić na aerobic i zdrowiej się odżywiać. Codziennie rano jem musli (tylko własnej roboty), wybieram ciemne pieczywo i produkty bez konserwantów (kiedy tylko to możliwe), a słodkie napoje czy jogurty nie przejdą mi przez gardło. Noo może jedynie powinnam całkowicie odstawić słodycze i codziennie pić świeżowyciskany sok, ale jakoś mi nie wychodzi... Czuję się dobrze ze sobą i nie mam zamiaru robić sobie krzywdy, spożywając śmieciowe jedzenie. To moje życie i moje zdrowie :)

    OdpowiedzUsuń

Mam nadzieję, że miło spędziłaś czas na blogu i wyniosłaś z jego treści cenne wskazówki. Życzę Ci owocnej pielęgnacji włosów, ciała i umysłu. :-)


INSTAGRAM




SZABLON BY: PANNA VEJJS